Uważajcie na dietę…

Na szczęście już po świętach, po Sylwestrze, ostatnie resztki wigilijnego serniczka skończyły dogorywać z tyłu lodówki, cholesterol unormował się na tragicznym, ale stabilnym poziomie, a na mandarynki i śledzia nie spojrzymy zapewne przez najbliższy rok.

Przyszedł okres poświąteczny – czyli ten, w którym usiłujemy czym prędzej zrzucić te 12 dodatkowych kilogramów, które zafundowały nam mamy, babcie, ciocie, a także (a może przede wszystkim) własna słabość charakteru i obżarstwo ponad ludzkie (i UFO-ludzkie) pojęcie.

Metody są różne. Jedni z poziomu dwukrotności typowej diety przechodzą na odżywianie się powietrzem, szklanką wody i cząstką jabłka dziennie. Inni nagle tworzą długie, niczym za PRL-u, kolejki do ośrodków aktywności fizycznej – także, jeśli nie udało Ci się zapisać na ulubione zajęcia z jogi, nie przejmuj się, to minie – a kolejni idą do dietetyka…

I o tym właśnie chciałem wam opowiedzieć. Byłem w zeszłym roku jednym z tych, którzy się do owego specjalisty wybrali. Chciałem trochę zrzucić, poprawić wyniki krwi i moich narządów, które były równie zadowalające, jak moje życie towarzysko-miłosne.

Dietetyk okazał się być wyjątkowo sympatyczną osobą, która czym prędzej pomierzyła i poważyła mnie od każdej możliwej strony i przeanalizowała wyniki moich badań. Kiedy już dowiedziałem się, że moje ciało składa się zasadniczo z samych kości i tłuszczu, mój cholersterol mógłby obdzielić całą grupę studencką, a tak poza tym, to umrę w przyszłym miesiącu na niedobór mniej więcej wszystkiego, otrzymałem jadłospis na następne dni, w zamian za drobną sumę w gotówce, która wystarczyłaby na luksusowy lot w kosmos.

Zadowolony, pełen wiary w to, że przy pomocy diety stanę się okazem zdrowia i w ogóle seksbombą, poleciałem do sklepu zrobić zakupy konieczne do przygotowywania zaleconych potraw. Połowy składników wcześniej nie widziałem na oczy – czy ktoś z was na przykład wie, czym różni się masło klarowane od zwykłego i dlaczego mam za tą różnicę dopłacać 10 złotych?

No i zacząłem gotować. Znacie już moje zdolności w tym względzie, opisywałem je między innymi przy okazji gotowania rosołu. Specjalnie prosiłem więc o w miarę proste przepisy, które da radę zrobić nawet średnio rozgarnięty pierwotniak.

Jeśli takie właśnie dostałem, to boję się jakie by były te “normalne”. Przez dwa tygodnie stałem przy garach codziennie więcej niż przed świętami, przygotowując obiady, które mi nie smakowały (albo raczej wszystkie smakowały jednoznacznie – spalenizną), w wolnych chwilach wyrzucając przeterminowane i spleśniałe produkty, które zdążyły się zepsuć, bo w każdym przepisie trzeba było wszystkiego dokładnie pół opakowania, a drugie pół leżało odłogiem.

No ale nic to. Dla zdrowia i piękności ponoć trzeba cierpieć. Po dwóch tygodniach ścisłej diety powtórzyłem badania i poszedłem na kontrolę do dietetyka. Jak się pewnie domyślacie, moje wyniki wciąż mogły obdzielić kampanię wojska i nic nie wskazywało, by sytuacja miała się zmienić. Po załamaniu nade mną rąk, przydzieleniu kolejnej porcji jadłospisów i zainkasowaniu drugiej równowartości lotu w kosmos, dietetyk odesłał mnie do domu.

Walczyłem dalej. Kolejne dwa tygodnie, a potem jeszcze dwa. I kiedy po półtora miesiąca tej mordęgi okazało się, że mój cholesterol siedzi sobie w miejscu, a na wadze przybyło mnie 2 kilo, stwierdziłem, że mam to wszystko w głębokim poważaniu i umrę z nadwagą, obżarty czekoladą, a nie korzonkami.

I tym pozytywnym akcentem zakończyłem współpracę z doktorem i czym prędzej pobiegłem po pożywnego maczka!

8 komentarzy

  1. Karol pisze:

    Lepiej pozyc grubo niz umrzec szczuplo

  2. Piotr Mikinka pisze:

    Lepiej się nie przejmować wagą i jeść dobre rzeczy. Przynajmniej radość z tego jest 😉

  3. Bea pisze:

    Kwestia wyboru: żyjesz gruby i szczęśliwy, ale szybko umierasz albo długo i chudo, ale wykończony i zawsze w złym humorze.
    A co do diety to da się to ogarnąć lepiej i tak, żeby się nic nie marnowało 😉

  4. Aneta pisze:

    Myślę że trafiłaś do niewłaściwego dietetyka. Powinien on jeszcze zlecić dodatkowe badania jeśli waga nie schodzi. Czasem też samemu warto powalczyć. Trzymam kciuki jeśli ci zależy na schudnieciu. Tu już nie chodzi o to by być szczupłym ale przede wszystkim zdrowym.

  5. Flare! pisze:

    Nie lubię diet, a przede wszystkim , nie rozumiem ich:/

  6. ladymamma.pl pisze:

    Jeść mądrze i zdrowo – przede wszystkim! 🙂

  7. Mayka.ok pisze:

    Po co ludziom diety… jedz, co chcesz, tylko ćwicz 😀

  8. Nie stosujemy diet ale w miarę zdrowo się odżywiamy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *