U ciotki babki na imieninach

 

Pewnie każdy z Was ma czasami wszystkiego dość. Bo jest brzydka pogoda, bo nic w życiu nie wychodzi. No, ja też tak czasami mam. Niestety, moja rodzina nie potrafi tego uszanować i każdy mój „mini dół” zmienia się w żałobę narodową dla najbliższych. W chwilach, w których najchętniej zamknąłbym się w pokoju i z nikim nie rozmawiał moja rodzina zaczyna zasypywać mnie telefonami. Mają pytania o wszystko. Czy już wstałem, co będę dziś jadł, czy wyszedłem już z psem. Nauczyłem się, że najlepiej jest wyciszyć telefon i nie odpowiadać na ich zaczepki. Ale oni się zcwanili. Teraz już nie dzwonią, tylko przychodzą pod wynajmowane mieszkanie i czekają do momentu, w którym im otworzę.

Ostatnio oznajmili mi, iż muszę przyjść na imieniny ciotki mojej babki od strony ojca. Nigdy nie widziałem kobiety i szczerze powątpiewam, że ona dostrzeże mnie. No i zapamięta, bo wiadomo jak z pamięcią u starszych ludzi. Chciałem jakoś wywinąć się od tego przeuroczego spotkania, ale ojciec zagroził, że jeżeli nie pojawie się na uroczystości, to on nie będzie płacił za moje mieszkanie! Czy zastraszanie jest w ogóle legalne?!

Postanowiłem, że pójdę. Pieniądze od rodziców są mi niezbędne do życia. Wieczór u ciotki jakoś zniosę, ale najpierw musiałem kupić jej jakiś prezent. Wybrałem się do galerii handlowej w poszukiwaniu upominku. Niestety, nie znam się na prezentach dla tak starych ludzi, a poza tym jest okres przedświąteczny. W sklepach roi się od Mikołajów, reniferów i śnieżynek. Po sklepach chodziłem chyba z godzinę, gdy ujrzałem piękny, różowy sweter w renifera. Co z tego, że jest jeszcze listopad.

Nadszedł dzień tej wspaniałej imprezy. Znalazłem starą torebkę imieninową, zapakowałem prezent i udałem się do domu ciotki. Zabawa była przednia. Serio. Całe trzy godziny rozmowy o mnie. Ile mam lat, czy jestem kawalerem, a może mam jakąś pannę? Co zamierzam robić w życiu i tak dalej. Widziałem, jak rodzice dobrze bawili się przy torturowaniu mojej osoby. Przeżyłem jakoś tą najlepszą imprezę w swoim życiu. Kaca nie miałem, a rodzice dalej będą wysyłać mi pieniądze. Następnym razem też mogę iść, tylko nauczony doświadczeniem włożę stopery do uszu i będę uprzejmie potakiwał głową.

8 komentarzy

  1. Aleksandra pisze:

    W sumie to lubię spotkania rodzinne 🙂 Ale zwykle nie jestem głównym tematem rozmów 😛

  2. sylwia skowyrska pisze:

    Ej, spotkania rodzinne bywają bardzo fajne! 🙂

    • robert robert pisze:

      BYWAJĄ to dobre słowo. Chyba tylko kilka spotkań rodzinnych mi się podobało. Mam wujka, który raczej nie pije alkoholu, wszyscy się wtedy z niego śmieją, że abstynent, więc jak go czasem ponosi i sobie pofolguje, gdy tam go za mocno pocisną, to wtedy jest zabawa. 😀

  3. Za jakiś czas i tak będziemy pamiętać te najlepsze części rodzinnych zlotów.

  4. Ladylemon pisze:

    Takie spotkania bywają męczące. Udawane uśmiechy i sztuczne zainteresowanie tym, co słychać u osób, które widzę pierwszy raz w życiu. Niestety, czasem trzeba przez to przejść.

  5. paulina pisze:

    lubię spotkania rodzinne, choć zwykle są dość męczące 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *