Kolokwium na strzelca

 

Uznałem, że nie będę się już przemęczał dogadzaniem wszystkim otaczającym mnie ludziom: przecież nie umiem nawet pomóc samemu sobie!

Piątek po Mikołajkach postanowiłem spędzić w domu, w końcu nie chciałem spotkać Ani na zajęciach z ekonomii. Było super, w końcu miałem okazję rozgryźć, jak zabić trolla w Diablo. Sobota też okazała się całkiem przyjemna, nie musiałem odwiedzać rodziców i pomagać im w porządkach przedświątecznych, bo wygrali jakąś kasę w totolotku i zatrudnili serwis sprzątający pierwszy raz w życiu! Innymi słowy: żyć nie umierać. Do spełnienia potrzebowałem tylko miłej niedzielki we własnym towarzystwie. Udało się. Niedziela była cudowna: przespałem cały boży dzień.

W poniedziałek poszedłem na pierwsze zajęcia od bardzo długiego czasu. Z uśmiechem usiadłem na krześle, czekając na profesora. Nie uśmiechałem się jednak zbyt długo – okazało się, że na ten dzień zaplanowano test zaliczeniowy (którego datę zapisałem w kalendarzu, który zgubiłem w ciągu drugiego tygodnia studiów). Po dwudziestu minutach zakreślania odpowiedzi jak popadnie, czyli na tak zwanego strzelca, wyszedłem z sali bez słowa i zapłakałem w męskiej toalecie. Oby poprawka była łatwiejsza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *