Coraz bliżej święta…

 

Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta…

Gdy znicze z dyskontów znikają i wjeżdża czerwono-biały bajzel, obrandowany pysznym napojem, cynamonem, magią świąt i rybą po grecku, to wiesz, że już rozpoczął się ogień. Ogień kupowania rzeczy dla ludzi, których często nie lubimy, a najczęściej to w ogóle nie mamy pojęcia o ich zainteresowaniach i potrzebach.

Ale trzeba. Trzeba tym wszystkim dookoła ludziom kupić jakieś coś. Nawet największą pierdołę, byleby była od serca, bo taka tradycja. Potem kończysz z kubkiem z różowym kucykiem, którego dumnie zabierasz do pracy, by porównać się ze współpracownikami swoimi zajebistymi prezentami od rodziny. Jeden dostał zegarek. Ten największy debil z biura oczywiście skarpetki i dezodorant, może i słusznie, bo od miesięcy jedzie od niego starą meblościanką i sokiem ze śmieci na raz. A Ty kubek z pięknym nadrukiem. A, i pomarańcze. O co chodzi z tymi pomarańczami? Ja rozumiem, że „za komuny było lepiej” i pomarańcze mogłeś sobie najwyżej narysować, ale na litość boską.

Do rzeczy. Ja też, porwany magią świąt, ruszyłem w szaleńczą pogoń za kurzołapami dla najbliższych. Rodzinka niewielka, to pomyślałem, że jedno popołudnie i załatwię ich wszystkich. Nic bardziej mylnego. Zupełna pustka w głowie, zero pomysłu na cokolwiek dla kogokolwiek. Śmieję się z tych wszystkich dezodorantów i skarpetek, ale… To i tylko to przychodzi mi na myśl. Myślałem jeszcze o jakimś rękodziele, ale jedyne, co trenowałem w tej materii, to samolociki z papieru i penisy na marginesach zeszytów, choć przecież mógłbym zgnieść kartkę papieru i wręczyć mamie, mówiąc żeby sobie sama wyobraziła, co właśnie jej dałem, a siebie ogłosić artystą, stawiając swoje nazwisko obok Malewicza, a moje dzieło na jednym poziomie z Czarnym kwadratem na białym tle.

Koniec końców, z centrum handlowego wyszedłem zaopatrzony w dezodoranty, skarpetki, swetry w renifery, a dla tych sentymentalnych – pomarańcze. Za kilka dni Wigili. Na wszelki wypadek wezmę też zapalniczki, żebyśmy przy ich pomocy mogli spalić się dezodorantami ze wstydu.

3 komentarze

  1. lidka ludka pisze:

    Czytam tego bloga od dłuższego czasu, ale nigdy nie komentowałam, bo jakoś tak nie lubię. Nieudaczny to genialna parodia życia typowego Polaka, któremu nic w życiu nie wychodzi. Jeśli myślę, że mam najgorzej, Nieudaczny zawsze wyprowadza mnie z błędu. To on ma najgorzej ze wszystkich.
    Pozdrawiam.
    Buziaki Lidka

    • robert robert pisze:

      Dzięki! Przywracasz mi wiarę, że moje życie ma jakiś sens 😀

      I (bo nie sądzę by coś się nagle zmieniło) obiecuję – mojego nieszczęścia starczy dla wszystkich 🙂

  2. kropka99 pisze:

    eeeej, ale kurzołapów i durnostójek nie kupujemy na święta 🙁 Jak możesz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *